Kategorie

Foto-wideo

Który smartfon robi najlepsze zdjęcia?

TEST: Najlepsze aparaty... wśród smartfonów

Przetestowaliśmy dziesięć topowych modeli telefonów komórkowych, ale w bardzo szczególny sposób. Chodziło o odpowiedź na jedno konkretne pytanie – który z nich jest lepszym… aparatem.

16.06.2013

(strona 3)

Możliwości tradycyjne i nowoczesne

Pełna automatyka, zwłaszcza jeśli jest skuteczna, sprawdzi się w większości sytuacji zdjęciowych – więc po co komu jakaś regulacja czułości ISO czy balansu bieli albo korekcja ekspozycji? Z takiego założenia wyszli twórcy oprogramowania sterującego aparatami w testowanych telefonach firm Apple i BlackBerry. I można się z nimi częściowo zgodzić, niemniej problem polega na tym, że nawet w normalnym, codziennym życiu są dziesiątki sytuacji, w których automatyka sobie nie radzi. Nie jest wszechwiedząca.

Pierwszy z brzegu, trochę wydumany przykład: fotografujemy wyścigi samochodowe przy pięknej, słonecznej pogodzie. Automatyka ustawi niską czułość ISO, bo zdjęcie i tak będzie nieporuszone. Ale w takiej sytuacji warto by było ustawić wyższą czułość, bo szybko przemieszczające się samochody wymagają dużo krótszego czasu naświetlania. W trybie „Auto” auta będą rozmazane...

Inna, bardziej ogólna sytuacja to brzydka pogoda. Automatyczny balans bieli sprowadza wtedy wszystko do neutralnej szarości, a ta – jak to szarość – wygląda buro i ponuro. Jeśli mamy możliwość ustawienia balansu bieli na „chmurkę” albo „cień”, to wpływamy na ocieplenie kolorystyki obrazu – zdjęcia nabierają barw i życia!

Mówiąc bardziej ogólnie – tryb „Auto” to w telefonach rzecz najważniejsza i święta, lecz warto mieć w zanadrzu możliwość regulacji niektórych ustawień, tak na wszelki wypadek. Czułość ISO, balans bieli, korekcja ekspozycji, ale również tryb działania układu ustawiania ostrości, sposób pomiaru ekspozycji, specjalne programy tematyczne – to wszystko czasem może się przydać, więc w naszym teście doliczaliśmy za to cenne punkty.

Możliwości systemów
Oczywiście możliwości foto-wideo zależą w dużej mierze od konkretnego modelu telefonu, ale widać także wyraźne prawidłowości w tym zakresie, jeśli chodzi o systemy operacyjne urządzeń.

Przyznawaliśmy je również za mniej tradycyjne, za to bardziej spektakularne możliwości, takie jak rejestrowanie obrazów typu HDR (w przypadku Xperii Z i HTC One również filmów HDR!) albo panoram z ręki. To niemal wyposażenie obowiązkowe, obecne w większości testowanych modeli. Miłym i docenianym przez nas dodatkiem były też najróżniejsze efekty specjalne, które można nałożyć na zdjęcie. Ich pełna lista byłaby bardzo długa, bo każdy producent aparatu stara się pokazać coś własnego, ale najczęściej powtarzały się różnego rodzaju wariacje naśladujące Instagram. Pojawiały się też prawdziwe perełki, takie jak sterowanie aparatem przy pomocy głosu (LG 4x HD i Samsung Note II) albo zabawne przekształcenia zarejestrowanych twarzy (Huawei Ascend P1). Warto też pamiętać o dostępnej we wszystkich testowanych modelach opcji geotagowania zdjęć – niezastąpionej podczas wakacyjnych wojaży.

 

 

Podsumowując tę część, można zaryzykować pewne uogólnienie. Najbardziej „fotograficznym” z testowanych systemów okazał się Android, nieco wyprzedzając mobilne „Okienka” i dość szczególną wersję Symbiana przygotowaną dla Nokii PureView 808. Nie należy jednak zapominać o drugiej stronie medalu – jeśli planowalibyśmy rozbudowę możliwości fotograficznych telefonu za pomocą dodatkowych aplikacji, to najlepiej sprawdzą się pod tym względem Androidy oraz... ubożuchny na starcie iPhone.

 

 

Liczy się również hardware

Na pierwszy rzut oka smartfonowe aparaty niewiele się od siebie różnią. Z jednej strony korpusu widać czarną dziurkę, która dumnie mieni się obiektywem, a z drugiej – potężny, dotykowy ekran. Reszta to szczegóły – i właśnie w nich, jak zwykle, tkwi diabeł.

 

 

Poczynając od wnętrza telefonów, różne są już same matryce, w jakie wyposażono poszczególne modele. Chodzi tu zwłaszcza o ich rozmiary, bo w przypadku smartfonów również sprawdza się zasada, że to wielkość matrycy przekłada się na jakość obrazu. W przypadku tak mocno napakowanych pikselami sensorów każdy milimetr różnicy ma ogromne znaczenie! To rzeczywiście widać w wynikach naszego testu, przy czym są dwa telefony, na które warto zwrócić szczególną uwagę.

 

 

Pierwszy to Nokia PureView 808. W porównaniu z innymi modelami jej matryca to... inna liga – nasuwa się skojarzenie z Guliwerem w Krainie Liliputów. Potężne rozmiary (większe niż w wielu aparatach!) i niebotyczna rozdzielczość 41 mln pikseli zrobiły swoje – telefon Nokii zdecydowanie wygrał w teście jakości obrazu. Trzeba jednak zauważyć, że jego przewaga nie była aż tak duża, jak można się było spodziewać.

 

 

Drugi wyróżniający się telefon to HTC One. Niestety, w teście jakości zdjęć poniósł sromotną porażkę. Trochę szkoda, bo HTC nieźle kombinowało – włożyło w swój topowy model jedną z większych smartfonowych matryc i równocześnie zredukowało liczbę pikseli do 4 milionów. Dzięki temu wielkość pojedynczego piksela z przyległościami (tzw. pixel pich) wynosi w przypadku HTC One 2 microny, podczas gdy większość konkurentów (np. Samsung SIII albo Nokia 808) bazuje na wielkości 1,4 microna. Mało tego, jak ktoś dobrze policzy, to tzw. limit dyfrakcyjny dla tej wielkości sensora wynosi właśnie ok. 4 mln pikseli, więc w teorii dalsze „rozdymanie” rozdzielczości mija się z celem. W praktyce HTC One oferuje zdjęcia totalnie pozbawione szczegółów – najgorsze w całym teście! Nadrabia nieco, gdy idzie o poziom szumów przy wyższych czułościach ISO, oferuje też niezwykle rozbudowane, pomysłowe i świetnie dopracowane funkcje fotograficzne, ale to pozwoliło mu jedynie wybronić się przed zajęciem ostatniego miejsca.

Testy laboratoryjne
W przypadku aparatów wbudowanych w telefony komórkowe jakość zdjęć nie jest może sprawą kluczową, ale nadal jest istotna. Aby ją porównać, skorzystaliśmy ze standardowych testów w laboratorium.

Jak to możliwe? Po pierwsze nowoczesne matryce typu BSI (Back Side Illumination), stosowane w miejsce starszej technologii FSI (Front Side Illumination), pozwoliły na autentyczne wykorzystanie zwiększonej rozdzielczości sensorów. W największym skrócie – chodzi o „odwrócenie” sposobu budowy matryc, tak aby wrażliwe na światło komórki krzemowe umieszczone były bezpośrednio pod filtrem barwnym, dzięki czemu pada na nie znacznie więcej światła. Po drugie w sukurs napakowanym pikselami sensorom przychodzą też nowe algorytmy elektronicznej korekcji spadku rozdzielczości spowodowanej dyfrakcją. W sumie wygląda więc na to, że wyścig na megapiskele jeszcze się nie skończył...

 

« Poprzednia strona Nastepna strona » 1 2 3 4 5

|

Zobacz także

Kategorie

© Copyright 1993-2013 Burda Communications Sp. z o.o.
Powered by Treehouse