Kategorie

Foto-Video

Idealny na długie fotowyprawy.

Test: plecak fotograficzny Thule Perspectiv TPBP-101

Za nami kolejny, wielomiesięczny test praktyczny plecaka fotograficznego – tym razem był to model Thule Perspectiv TPBP-101. Zmienił się plecak, ale nie zmieniła się formuła testu, czyli ostre, bezceremonialne używanie plecaka w bardzo różnych, nieraz mocno wymagających warunkach atmosferycznych i sytuacjach.

07.07.2016

To już kolejny praktyczny test plecaka fotograficznego na łamach CHIP.pl. Tak jak w poprzednich przypadkach ( Case Logic Luminosity oraz Case Logic Kontrast ) jedyną, a zarazem najlepszą "procedurą testową" była praktyczne wykorzystywanie plecaka – i to rozciągnięte na kilka miesięcy.  Thule Perspectiv TPBP-101 był przeze mnie noszony w upale i przy mrozie, na słońcu i w deszczu, ocierał się o skały, zaczepiał o gałęzie, lądował czasem w błocie. Nosił w sobie spore ciężary: po kilkanaście obiektywów, mnóstwo aparatów, a czasem nawet – w zależności od tego, jaka firma towarzyszyła nam na Fotospacerze , kilkadziesiąt smartfonów.

Oprócz wielu innych cech plecaka w takim teście sprawdzana jest bowiem najprostsza, podstawowa kwestia, jaką jest jego solidność. I wiecie co? Gdyby przetrzeć ten plecak tu i ówdzie gąbką, to kilku miesiącach intensywnej eksploatacji można by go sprzedawać jako nowy. NIC się nie zepsuło, nic nie naderwało, wszystko działa idealnie – suwaki (świetne RCPU od słynnego YKK), paski, rzepy, wszystko. Szczerze mówiąc sądzę, że po kilku latach jedynym powodem zmiany tego plecaka na inny mogłoby być jedynie znudzenie...

System nośny

Nie powinno się tego robić, ale zacznę od podsumowania tej części testu – Thule Perspectiv TPBP-101 to najwygodniejszy plecak fotograficzny, jaki kiedykolwiek nosiłem. Wygodne pasy naramienne, dość sztywny pas biodrowy, pasek na klatkę piersiową z regulacją wysokości, a przede wszystkim ogólny kształt plecaka wraz z właściwym wyprofilowaniem pleców – to wszystko sprawia, że mając w środku nawet kilkanaście kilogramów sprzętu można z tym plecakiem wygodnie łazić przez długie godziny. To prawdziwy fotograficzny plecak wyprawowy, prawdziwy "muł roboczy", który bez marudzenia pomoże nam dźwigać spore ilości ciężkiego sprzętu fotograficznego na duże odległości, świetnie go przy tym (ale o tym za chwilę) zabezpieczając.

 

 

Jedno jedyne zastrzeżenie, jakie mam, to zintegrowana z tylną częścią plecaka, ale nieco krótsza od jego całkowitej wysokości dodatkowa kieszeń do noszenia laptopa (spokojnie mieści model z ekranem 15 cali). Wygląda to trochę tak, jakby projektanci Thule zrobili świetny plecak, po czym nagle zdali sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach tego typu kieszeń jest absolutnie obligatoryjna, a oni o niej zapomnieli. W głównej komorze nie bardzo było już miejsce, to dorzucili dodatkową płaską kieszeń tuż za plecami użytkownika. Płaską, jeśli bez notebooka – i wtedy plecak nosi się bardzo wygodnie – albo też wybrzuszoną, z notebookiem – i wtedy robi się już zdecydowanie mniej wygodnie. Plecak nie leży już idealnie, jest też sztywniejszy, gorzej się dopasowuje. Tragedii nie ma, to jest spadek z poziomu cudownie wygodnego na dość wygodny.

 

Szczerze mówiąc, trudno nawet uznać to za wadę. To nie jest plecak do użytkowania na co dzień, z notebookiem, aparatem, kilkoma obiektywami i drobiazgami, które mogą się przydać "na mieście", ale plecak na prawdziwe fotowyprawy, na które bierzemy maksymalnie dużo sprzętu fotograficznego, za to notebook... Cóż, zdjęcia lepiej i tak obrobić na spokojnie, po powrocie.

System aranżacji wnętrza i funkcjonalność

Przyszła pora na to, żeby wyjaśnić, dlaczego mówię o tym plecaku, jako o plecaku wyprawowym, a nie polecam go do codziennego użytkowania. Po prostu Thule Perspectiv TPBP-101 najłatwiej porównać do skorupy żółwia – jest równie solidny, równie dobrze chroni cenną zawartość w środku, ale też... ma niemal równie prostą budowę. To właściwie jedna, ogromna, usztywniona komora (konstrukcja typu Cloudburst), zachowująca kształt nawet wtedy, gdy jest zupełnie pusta. I do której możemy dostać się tylko w jeden sposób – po zdjęciu plecaka i odpięciu dużego suwaka na tylnej ściance.

 

Zaleta takiego rozwiązania jest prosta – możemy poruszać się z nim w największym tłumie na indyjskim bazarze, a nikt nie wyciągnie nam po kryjomu sprzętu z głównej komory. No chyba że spróbuje rozciąć materiał plecaka, ale zdecydowanie nie będzie to łatwe. A kiedy już zdejmiemy plecak i otworzymy główną komorę, uzyskujemy od razu dostęp do całego sprzętu, bez przekładania czy przesuwania czegokolwiek. Wygodniej się nie da.

Nastepna strona » 1 2

|

Zobacz także

Kategorie

© Copyright 1993-2013 Burda Communications Sp. z o.o.
Powered by Treehouse